czwartek, 20 marca 2014

Rzuć słodycze!




Kilka dni temu pisałam Wam o akcji "Rzuć słodycze!" :) Kilka z Was przyłączyło się do mnie. Razem rzucamy słodycze :)

Dzisiaj napiszę Wam kilka słów o tym, jak sobie radzę bez słodyczy. Mam nadzieję, że w komentarzach napiszecie mi, jak akcja wygląda u Was.


Moje rezultaty:
Za mną już 18 dni bez słodyczy !
+ 5 cheat days, podczas których jadłam jedynie domowe wypieki - wciąż trzymałam się z daleka od kupnych batoników.

Wynik jest jak na mnie całkiem niezły! Szczerze, to na początku mojego postanowienia byłam prawie pewna, że po dwóch dniach rzucę się na czekoladę :) A tu  taki sukces! Oczywiście akcja trwa dalej, jest mi coraz łatwiej obejść się bez słodkości w ciągu dnia. Już nawet nie mam tak bardzo ochoty na cheat day :) 






Chciałabym Wam również polecić kilka przepisów, które ratują mnie, gdy najdzie mnie ochota na coś słodkiego. Są to zdrowe, sycące i bardzo pyszne posiłki, które możecie potraktować jako śniadanie, drugie śniadanie, podwieczorek czy kolację. U mnie zazwyczaj spełniają rolę drugiego śniadania.


Polecam Wam przejrzeć powyższe blogi, znajdziecie tam ogrom pysznych inspiracji :) 


Bardzo ważne są również owoce, wszelkiego rodzaju koktajle z użyciem np. jogurtu, owoców, płatków owsianych. Jeśli dodatkowo najdzie mnie ochota na chrupanie, często ratuję się chipsami jabłkowymi z Lidla (paczka kosztuje 5zł, ale starcza na dwa razy :))

Pomysłów jest milion, naprawdę bardzo łatwo zastąpić batoniki czymś o wiele bardziej wartościowym :) 

A jeśli chodzi o cukier do słodzenia kawy (herbatę piję gorzką) lub wyżej wymienionych zdrowych deserów (zazwyczaj potrzeba około łyżki lub dwóch) - biały cukier na razie zastąpiłam brązowym, ale powoli szykuję się do zakupu ksylitolu lub stewii - muszę jeszcze poczytać na ten temat. 


Mam nadzieję, że napiszecie mi w komentarzach, jak Wam idzie :)


Pod poprzednim postem do akcji przyłączyły się: 

liveforthemoment, Amanda Michalak, OjKarola, Nel, Sailin Lass, agierra, Annabel, Jusia bloguje, domi k, Danusia, Nena, Magdalena B, Onyxia, Aśka, Pani M, makapaka, Żaneta J, Kamila Konarska, Bad Hair Day.

niedziela, 16 marca 2014

Tangle Teezer

Na temat tego magicznego kawałka plastiku powiedziano i napisano już chyba wszystko :) Czy podbił również moje serce? Kilkukrotnie wspominałam o nim przy okazji pisania innych postów, jednak dziś postanowiłam poświęcić mu troszkę więcej słów. Prawdopodobnie ten post nie wniesie niczego odkrywczego, ale mogę Was zachęcić stwierdzeniem, że nie będzie to post pełen wychwalania pod niebiosa :)

Początkowo cena TT skutecznie mnie odstraszała, teraz spokojnie można kupić na Allegro za 25zł. Nie jest to wygórowana cena, biorąc pod uwagę, że zwykła szczotka kosztuje koło 20zł. 


Przede wszystkim poręczność - wiele blogerek chwali ergonomiczny kształt TT, natomiast u mnie całkowicie się to nie sprawdza. Praktycznie raz dziennie szczotka ląduje z hukiem na podłodze. Cały czas wylatuje mi z ręki, mimo, że staram się uważać. Już nie wiem, czy to moja niezręczność, czy po prostu brak rączki. Niestety liczne upadki dosyć mocno poniszczyły ząbki, które nie są już idealnie proste. Biorąc pod uwagę, że używam tę szczotkę 3 miesiące, nie jestem pewna, czy wytrzymałość jest faktycznie taka wysoka.

Czyszczenie/usuwanie włosów ze szczotki - bajecznie proste. Dzięki temu mamy higieniczną, czystą szczotkę  bez kurzu, brudu i resztek naszej skóry. Wystarczy delikatnie podważyć włosy pomiędzy igiełkami, następnie delikatnie umyć szczotkę wodą z mydłem i voila!

A czesanie? Szczerze myślałam, że będzie lepiej. Moje włosy należą do tych plączących się przy byle podmuchu wiatru. Szalik czy czapka wytwarzają w magiczny sposób trudne do usunięcia kołtuny. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że TT radzi sobie o wiele lepiej niż drewniany grzebień z szeroko rozstawionymi ząbkami, jednak wciąż nie jest to bezproblemowe czesanie, o którym czytałam na niektórych blogach. 

Niestety czasem zdarzy się, że TT zelektryzuje włosy - działo się to zwłaszcza zimą. Jednak nie było to nagimnne. W sumie nawet nie wiem, dlaczego jednego dnia się tak działo, a innego nie. Być może przyczyną był zestaw warunki pogodowe + nie ta odżywka + TT. 

Ale największym plusem jest to, czego nie dała do tej pory żadna odżywka, szczotka, suszarka, fryzjerka - włosy po uczesaniu szczotką są autentycznie puszyste, mają zwiększoną objętość i nie strączkują się! Nie muszę już chwilę po wyjściu z domu wyciągać z torebki grzebienia i poprawiać fryzurę. I właśnie za to uwielbiam TT :) 

Podsumowując, nie jest to niezbędne akcesorium do włosów. Jednak już po pierwszym wypróbowaniu, nie ma mowy o powrocie do zwykłej szczotki czy grzebienia. Różnicę widać i to gołym okiem. 


W grudniu, robiąc świąteczne zakupy, moja Mama zamówiła przez przypadek dwie szczotki TT. Jedna trafiła do puli moich prezentów, drugą początkowo próbowała używać sama. Całkowicie ją znienawidziła - od połączenia kolorystycznego, poprzez 'tani plastik', po elektryzowanie włosów. No trudno, z tego miłości być nie mogło. Szczotka przez jakiś czas leżała sobie w kącie w łazience, aż postanowiłam wypróbować ją na moim psie. W żadnym wyspecjalizowanym sklepie nie kupicie lepszej szczoty dla psa! :) Genialnie rozczesuje szorstką sierść sznaucera i delikatne włoski yorka. Polecam :))



Macie TT? Lubicie, kochacie, czy może jesteście całkowicie obojętne? 

niedziela, 9 marca 2014

Akcja: Rzuć słodycze :)



W zasadzie początkowo nawet nie myślałam, aby napisać o tym na blogu, ale przypadkiem natrafiłam na artykuł opisujący wpływ nadmiernego spożycia cukru na stan włosów i skóry. Okazuje się, że nadmiar słodyczy powoduje nie tylko tycie, próchnicę zębów, ale również wiele problemów związanych z naszym wyglądem.

Nadmiar cukrów rafinowanych prowadzi do pogorszenia się stanu skóry i włosów. Duże spożycie produktów znacznie podnoszących glukozę we krwi może powodować nie tylko powstawanie pryszczy, zaskórników, ale również przyczyniać się do zwiększania produkcji sebum (poprzez zaburzenie działania niektórych hormonów i enzymów). Skutkiem mogą być osłabione, wypadające włosy, przetłuszczająca się cera i skóra głowy, utrata jędrności i elastyczności skóry. To chyba wystarczający argument? 

Kilka dni temu postanowiłam po raz setny: rzucam słodycze! Ale tym razem wzięłam to bardziej na serio. Wszyscy bliscy wiedzą, że jestem 'ciasteczkowym potworem'. W rodzinie krążą wręcz legendy o tym, jak szybko potrafiłam pochłonąć ciasto czy czekoladę :) Sama w sumie nie wierzyłam w sukces, byłam raczej pewna, że po dwóch dniach rzucę się na stertę batoników.

Tym razem jest inaczej. Daję radę :)) Za mną dopiero kilka dni bez słodyczy, ale wciąż wierzę, że uda mi się wytrzymać jeszcze bardzo długo. Dlatego piszę o tym tutaj, dlatego chcę Was zachęcić do przyłączenia się do akcji.

Mój plan jest taki: w ciągu tygodnia zero słodyczy, w weekend pozwalam sobie w nagrodę na kawałek domowego ciasta, ale wciąż wystrzegam się kupnych słodyczy. Jak na razie system się sprawdza, wytrzymałam już tak prawie dwa tygodnie (w tym tłusty czwartek).

Przez te kilka dni nabrałam już trochę doświadczenia w walce :) Mogę przedstawić Wam kilka rad, które ułatwią wytrwanie w postanowieniu.

 Jak rzucić słodycze?

1. Powiedz znajomym, rodzinie, bliskim o swoim nowym postanowieniu. Przed nimi będzie o wiele gorzej przyznać się do porażki, niż tylko przed samą sobą. 

2. Zapisuj w kalendarzu każdy kolejny, wygrany dzień. Odliczaj, sumuj. To pomoże cieszyć się z sukcesu.

3. Opisuj swoje zmagania na jakimś forum, tutaj w komentarzach, opowiadaj przyjaciółce - to pomaga :)

4. Wyrzuć z domu wszystkie zapasy słodyczy, pod żadnym pozorem nie kupuj nic na 'czarną godzinę'.

5. Jedz posiłki co 3 godziny, nie dopuszczaj do burczenia w brzuchu :) W takiej sytuacji bardzo łatwo sięgnąć po słodką przekąskę. Staraj się zabierać ze sobą jedzenie w pudełku, miej w torebce jabłko, orzechy, rodzynki itp. 

6. Czytaj o negatywnych skutkach jedzenia słodyczy. Myśl o tym, ile jest w nich chemii, jak bardzo są niezdrowe.

7. Jeśli brakuje ci słodkiego smaku, zastąp go orzechami, owocami, bakaliami, owsianką, jogurtem, koktajlem, granolą - opcji jest wiele.

8. Jeśli już masz w planie zrobić sobie 'cheat day', postaraj się, aby słodkość była w miarę zdrowa. Owsiane ciasteczka własnego wypieku, ciasto marchewkowe, dyniowe, ciasteczka z amarantusa, batonik musli - na tym blogu jest wiele świetnych przepisów, sama wiele wykorzystałam: feed me better

9. Ja nie ustanowiłam sobie żadnego celu, długości postanowienia. Chcę jak najdłużej wytrwać, a najlepiej oduczyć się jeść słodycze na całe życie :) Jeśli tobie pomoże ustanowienie mety wyzwania, zrób to.


Akcję możecie dostosować do własnych potrzeb, np.: rzucam chipsy, piwo, papierosy, coca-colę, red bulle :) 



TO KTO JEST ZE MNĄ? :) 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...